Podobno każda wielka historia miłosna zaczyna się niepozornie. U nas też tak było…
Najpierw było zwykłe „cześć”, potem trochę rozmów, trochę śmiechu, a potem nagle okazało się, że jedno bez drugiego jakoś dziwnie nie funkcjonuje.
Z czasem wspólne chwile zaczęły zamieniać się w wspólne plany. Najpierw krótkoterminowe (co dziś jemy?), potem długoterminowe (gdzie jedziemy na wakacje?), aż w końcu w te naprawdę poważne (czy bierzemy ślub?).
Były momenty romantyczne, były momenty zabawne, były też takie, kiedy jedno miało rację… i zazwyczaj nie było to to samo jedno 😉